Było, nie minęło… - Było, nie mineło...

Spis treści

LOVAC

Było
Istnieje klasa zjawisk meteorologicznych, które są gwałtowne, nieoczekiwane i trudne do przewidzenia, nawet przy użyciu instrumentów pomiarowych. Kuter rybacki LOVAC wypłynął z portu późnym popołudniem. Zatoka Komiža mimo nie najlepszej pogody była spokojna i jedynie zawieszone w powietrzu krople wody i załamujące się fale widoczne jako biaława zawiesina mogły dla doświadczonego sternika być ostrzeżeniem. Po minięciu cypla nagły i porywisty wiatr - biały szkwał rozpętał na i wokół kutra piekło. Na pokładzie rozległy się przeraźliwe, przeszywające całe ciało dzwonki alarmowe. Rywalizowały z gwiżdżącym po wszystkich elementach lodzi wietrze. Łodzią kołysało i obracało. Reakcje sternika wyprzedzała nieujarzmiona natura. Nie mógł opanować łodzi. Uderzenie w skały przyszło tak samo nagle jak szkwał. Kuter zatonął w wyniku błędu nawigacyjnego, przy silnym wietrze na zachód od miejscowości Komiža.
Odprawa
- Na podsumowanie cyklu nurkowań głębokich, zapraszam na nurkowanie przy kolejnym z "kultowych" głębokich wraków na Visie. Wrak kutra rybackiego LOVAC o długości 25m i szerokości 6m. Spoczywa on na głębokości 78-82m. Widoczność: przeważnie dobra, często mogą wystąpić silne prądy. Powód zatonięcia: silny wiatr.
Przewodnik właśnie przystanął na skraju łodzi. Obie dłonie zacisnął na swoim zestawie butlowym opartym na ławkę. Kamienny wyraz jego twarzy nie zdradzał uczuć ani myśli. Miał na sobie opięty suchy skafander z zapiętym już zamkiem umieszczonym na plecach. Ruchem dłoni otarł twarz i obciągając wzdłuż bioder skafander, który i tak się z niego zsuwał, stanął twarzą w naszą stronę. Z lekkim uśmiechem podziękował za wysłuchanie krótkiego omówienia i zarządził gotowość do nurkowania.
Tych parę słów brzmiało nie najgorzej. Ale doświadczenie nakazywało być ostrożnym. Już po paru minutach wskakujemy do wody. Opadamy po cienkiej, przed chwilą wrzuconej ‘poręczówce’ z pewna obawą, czy na pewno trafimy na wrak? Zwykle w tym miejscu jest dość silny prąd wodny. Jesteśmy na dnie…….Wokół tylko piasek, ……ale jest….. ciemna sylwetka wraka na granicy widoczności. Płyniemy, przenosząc jednoczenie trzykilogramowego „prosiaka” naszej opustówki na wrak. Mocno zniszczony kadłub z wywróconym masztem (jeszcze dwa lata temu stał) wydaje się być zaprzeczeniem tego nieprzebranego bogactwa ryb zamieszkujących ten wrak, mieniących się w świetle naszych latarek feerią barw. Widzimy sąsiednią ścianę cypla wyspy, ale po wymianie znaków postanawiamy jednak wynurzyć się, tak jak wcześniej ustaliliśmy z załogą łodzi, przy naszej nieomal symbolicznej linie. Można rzec tradycyjnie w kanale Biševskim przystanki dekompresyjne wykonuje się w prądzie. By sobie nie przeszkadzać testujemy liny prądowe (life line). Nurkowanie o czasie 60minut, zastosowaliśmy trzy gazy dekompresyjne.