Było, nie minęło… - Było, nie mineło...

Spis treści

BRIONI

Było
Po komendzie - Pół naprzód - za rufą pojawił się słaby, ledwo odcinający się od wzburzonej burzą wody kilwater. Po przepłynięciu mili padła komenda - Cała naprzód. Rozpoczął się kolejny rejs. Wiejący północny wiatr nie dawał jednak nadziei na spokój i relaks. Pogoda pogarszała się z minuty na minutę. Mijając wyspę Vis kapitan postanowił "schować„ się przed szarpiącymi statkiem falami płynąc bliżej brzegu. Gwałtowne opady deszczu co chwila ograniczały widoczność. Niespodziewanie gwałtowność fal jakby zmalała. I wtedy właśnie nagle dziób statku spotkał się z skałą najbardziej wysuniętego na wschód cypla wysepki Ravnik. Ostry zgrzyt rozrywanego metalu. Rozległy się krzyki strachu, posypały szpetne przekleństwa, zapanował chaos, który nie był już do opanowania. Ten, przewożący ładunek, którego główną część stanowiły wino i tytoń, włoski pasażersko-transportowy statek parowy Brioni zatonął przy wysepce Ravnik (wschodnia strona Visu) w lutym 1930 roku.
Obecnie
Po około godzinie płynięcia dotarliśmy do wysepki Ravnik. Rzucona kotwica, wyłączone silniki naszej łodzi. Nasz przewodnik może spokojnym głosem prowadzić odprawę.
Odprawa
- Panie i Panowie! Za chwilę rozpoczniemy nurkowanie na wraku statku o nazwie Brioni. Popatrzcie na skały, które do dziś noszą bliznę po uderzeniu statku. Wrak statku spoczywa na łagodnym, piaszczystym zboczu na głębokości od 40 do 60 metrów.
- Rok zatonięcia – lata 30 ubiegłego wieku. Typ: parowiec, wymiary: D=68m, S=9,5m, powód zatonięcia: błąd w nawigacji.

Zanurzamy się przy wolno opadającej ścianie i płyniemy na głębokości 25 m nawigując w toni na azymut. Umiejętność nawigacji jest niezwykle ważnym elementem wyszkolenia. Dobra orientacja pomaga zaoszczędzić czas i powietrze. Wszystko możemy zaplanować i obliczyć zamiast zgadywać. Po trzech minutach opadając na 45m docieramy do leżącego na lewej burcie wraku. Płyniemy wzdłuż prawej burty w kierunku dziobu zanurzając się do głębokości 64m. Oglądamy bulaje i żurawiki łodzi ratunkowych. Wracamy nad pokładem leżącym prostopadle do ściany wyspy. Pięknie zachowane windy dziobowe i maszty porośnięte są koloniami żółtych gąbek. Poprzez pozostałości poszycia zobaczyć można kajuty i maszynownie. Całość jest w dobrej kondycji. Przyświecając sobie latarkami zaglądamy do ładowni. Dobre oświetlenie redukuje stres, daje poczucie pewności w danym otoczeniu ukazuje jego szczegóły i czyni nurkowanie bardziej przyjemnym. W ciemnym środowisku światło może być podstawowym narzędziem komunikacji. Staranna praca pletw, by nie podnieść zawiesiny, zwracanie uwagi na miejsce uderzeń wydychanych bąbli, zaufanie do partnera i sprzętu daje tę pewność, która pozwala spokojnie delektować się zaspokajaniem: ciekawości, potrzeby wrażeń i poczucia obcowania z wielką tajemnicą tego wraka. Przygotowane do poręczowania kołowrotki tym razem nie muszą być użyte. Zaplanowana głębokość penetracji oraz charakterystyczne, wpadające przez bulaje i inne ubytki w kadłubie światło, wyznaczają nam kierunek powrotny. Wszyscy wiemy, że nurkowanie na wrakach w szczególności nurkowanie typu TECH wiąże się z pewnym ryzykiem i wieloma niebezpieczeństwami. By im zapobiec nurek powinien dokładnie wiedzieć jak ma się zachować, a podczas treningu opanować umiejętności tak, by potrafił je wykonać z zamkniętymi oczyma podobnie jak przy braku widoczności. Czas pobytu na wraku to 20 minut, a łącznie z czasem dopłynięcia daje 25 minutę opuszczenia wraku i sumaryczną dekompresję ponad 45 minut. Z tego 25 na 6m oddychając EAN 75. Po 20 minutach oddychania gazem o wysokiej frakcji tlenu robimy przerwę powietrzną i dekompresja wydłuża się o kolejne 5 minut.