Spis treści

Tęskność zbudzona do lotu się zrywa
ku onej cichej powagi krainie;
śpiew mój szelestem błędnym się wygrywa
jak wiatr, co struny potrąci i minie,
a w mężnym sercu słodycz wschodzi tkliwa,
drżenie mnie zmaga— łza po licach płynie…
tak teraźniejszość gubi się, szarzeje,
co przeminęło, prawdziwie istnieje.

Johann Wolfgang von Goethe "Faust"
Początek
Od kiedy istnieje żegluga łupem morza padła niepoliczona ilość statków. W pobliżu wysp od niepamiętnych czasów prowadzona była intensywna nawigacja. Tam przebiegały szlaki jednostek przewożących ludzi i transportujących towary. Kurs na wyspy obierały okręty wojenne wielu bander. Wiele z nich pozostawiło swe cenne ładunki czy broń (czasem razem z kadłubem) na dnie wokół wysp. Wraki od zawsze przyciągały nurków, a ich tajemniczość i niejednokrotnie niewyjaśnione historie zatonięcia sprawiają, że nurkowaniu na wraku nierzadko towarzyszą przeżycia mistyczne. Katastrofy będące tematami przewodnimi wielu książek i licznych opowiadań. Stały się też tłem wielu filmów. Cześć wraków nadal jest nieodkryta, a miejsca i okoliczności ich zatonięcia zostały dawno zapomniane. Mieszkańcy wysp często zajmowali i zajmują się rybołówstwem, dlatego też pod wodą znaleźć można wiele jednostek rybackich. Dodajmy do tego historycznego dziedzictwa, aspekty kulturalne, przyrodnicze oraz przepiękne morze o krystalicznie czystej wodzie, przecudne ustronne plaże, wybrzeża i wysepki. Zapewne polubicie gościnnych mieszkańców i wygodne zakwaterowanie w prywatnych domach, a nurkowie wraki, urokliwe ściany, podwodne jaskinie i ciekawe formy skalne. Stanie się wtedy jasne, dlaczego właśnie wyspa VIS jest celem naszej peregrynacji.

B-24 6 MM z portu Vis

Było
Rok 1944. Amerykanie po zajęciu południowej części Włoch z przejętego tam lotniska prowadzą ataki na niemieckie cele strategiczne. W trakcie niejednego powrotu z akcji część samolotów zmuszona była lądować na wyspie Vis gdzie funkcjonowało lotnisko pomocnicze z tylko jednym pasem startowym. Zdarzało się więc, że kilkanaście samolotów czekało na swoją kolej do lądowania. Cześć z nich mając uszkodzenia zadane bronią przeciwlotniczą wroga musiała lądować w morzu. 17 grudnia1944 od strony Hvaru w kierunku Visu leci, ciągnąc za sobą smugę dymu, duży samolot wojskowy z oznaczeniami armii USA. To B-24 Liberator. Bezdeszczowa pogoda, czyste niebo i doskonała przejrzystość powietrza nie pomogły załodze samolotu. Nisko lecący samolot, mimo, że nie dotykał lustra wody pokryty był wodną pianą, wyrywaną przez ostrą burę - wiatr uderzający z północnego wschodu. Niestety bura to jeden z tych wiatrów występujących w Chorwacji, który jest zupełnie nieprzewidywalny i trudno jest wcześniej określić kiedy nadejdzie. Ciężko pracujące, uszkodzone silniki nie były w stanie poderwać samolotu na wyższy pułap. Wyspa a na niej lotnisko, na którym mieli lądować po bojowym locie, już było w zasięgu wzroku.
Awaria kolejnego silnika i gwałtowna zmiana porywczego wiatru rzuca samolotem o wodę. Jeszcze jedno odbicie i samolot ponownie z dużą siłą uderza o powierzchnię morza. Mimo wysiłków załogi, z powodu poważnych uszkodzeń B-24 szybko tonie. To była 27 misja bojowa tego bombowca, tym razem niezakończona jak poprzednie.
B-24 Liberator był szeroko stosowany w okresie II wojny światowej. Służył w każdym oddziale amerykańskich sił zbrojnych, a także alianckich sił powietrznych i marynarki wojennej. Wraz z B-17, B-24 był podstawą strategicznego lotnictwa USA w zachodnioeuropejskim teatrze wojennym. Ze względu na jego parametry, był niezwykle przydatny w operacjach bombardowania na Pacyfiku, w tym bombardowania Japonii. Produkowany tylko przez pięć lat, a mimo to wyprodukowano ponad 19 000 jednostek. Był najczęściej używanym ciężkim bombowcem.
Obecnie
Na podsumowanie dnia płyniemy na jedną z nowych destynacji. W wodach wokół Vis znaleziono około 30 samolotów, głównie bombowców z II wojny światowej, a także kilka myśliwców. Ostatnie z serii odkryć, być może najbardziej interesujące, to leżący, po południowej stronie wyspy Vis, w odległości około 500 metrów od brzegu, na głębokości około 40m, bombowiec B-24 znany również, jako Liberator (B-24 Liberator Tulsamericanu), model Liberatora produkowany w Tulsa w Stanach Zjednoczonych.
Odprawa
Nurkujemy w zakresie głębokości 37-52m, by obejrzeć wrak ciężkiego bombowca o długość 21 metrów, szerokość skrzydeł 33 metrów. Mógł latać na wysokości do 28 000 stóp. Samolot, który obsługiwało dziesięciu członków załogi, mógł przewozić nawet 4 tony bomb.
Zanurzamy się szybko, by po chwili zobaczyć pojawiające się zarysy wraka. Mimo sporych uszkodzeń widać jego ogrom, który swobodnie mieścił załogę, składającą się z pilota, drugiego pilota, nawigatora i bombardiera oraz sześciu strzelców. To w takim właśnie samolocie zginął nasz Generał Sikorski.
Atrakcyjności nurkowania przydaje różnorodna flora i fauna. Napotkamy tu bardzo duże okazy ryb głównie z rodziny prażmowatych, np. Dubiel (Puntazzo puntazzo, chorw. Pic), Kielec (Dentex dentex, chorw. Zubatac). Kolejną atrakcja są kraby: Krab pająkowy (Maja crispata), Krab pustelnik (Dardanus arrosor). Planowany czas nurkowania szybko dobiega końca. Opuszczamy to miejsce z bagażem nowych wrażeń oraz dużą ilością zdjęć.

AFORY WYSPA HOST 1 MM z portu Vis

Było
Gwałtowna burza ustąpiła tak szybko jak przyszła. Jednak destrukcyjne efekty jej naturalnej siły spowodowały, że statek mimo pokonania już większości zaplanowanej trasy od regionu morza Marmara, poprzez cieśninę Dardanele, morza Egejskie i Jońskie, następnie po wpłynięciu na Adriatyk kończy swój rejs w miejscu nieplanowanym, rozsypując cenny ładunek. Amfora - praca garncarza sprzed dwóch tysięcy lat, który ugniótł kawałek gliny, ułożył go na drewnianej tarczy i wirując otoczył pierścieniem swych dłoni. Przez tysiące lat świat używał jej jako opakowania. Narody morskie – takie jak Fenicjanie, Etruskowie, Grecy, Rzymianie – przewozili w niej wino, ale również owoce, zboże, peklowiny, oleje czy miód. Wg starożytnych zapisków najstarsze próby penetracji morskich głębin, w większości dotyczyły przedsięwzięć realizowanych w toku wojen lub w celu wyławiania zasobów morskich – takich jak gąbki czy perły. My postaramy się odnaleźć zaginione amfory i zabrać z sobą ich fotografie.
Obecnie
Inspiracją dla wielu współczesnych nurków do eksploracji były jednak opowieści o starożytnych amforach, czy skarbach piratów czy zatopionej Złotej Wyprawie, która co roku wracała z Nowego Świata przywożąc Królowi Hiszpanii należną mu roczną daninę w srebrze i złocie. Co nas czeka?
Odprawa
- Amfora… jasna i dźwięczna nazwa pojawia się wielokrotnie podczas wielu nurkowań. Witam wszystkich na stanowisku archeologicznym na wyspie HOST. Miłośników starożytności zapewne zachwyci to miejsce nurkowe usiane setkami fragmentów rzymskich amfor, pochodzących z II wieku przed naszą erą. Oprócz amfor, spostrzegawczy nurek dostrzeże także wiele naczyń i porcelany, a nawet żaren, będących na wyposażeniu przewożącego je statku. Statek, który zatonął, przewoził amfory różnych typów i rozmiarów. Interesującym znaleziskiem jest kamień młyński do rozcierania pszenicy, który mógł również służyć jako awaryjna kotwica. Życzę sukcesów w poszukiwaniu typowych w takich miejscach artefaktów w postaci żelaznych kotwic o klasycznym kształcie czy kamieni balastowych.
Spokojne zanurzenie i już na głębokości 9m obserwujemy wiele leżących fragmentów naczyń wrośniętych w dno. Płyniemy dalej, trochę głębiej, od 15 do 28 metrów oglądamy duże i nieuszkodzone amfory, prawdopodobnie służące do przewozu towarów płynnych i sypkich takich jak oliwa, wina czy zboże. Ta ukazująca się nam amfora pysznie przystrojona florą i fauną morską, czy inna tylko wystająca z dna wzrusza nas i mocniej chwyta za serce. Dla wielu nurków ma wartość symboliczną, wprost mistyczną. Na glinianych amforach widoczne są stemple świadczące o ich pochodzeniu.

Galeon i Armaty!

Było
Burin, wiatr wiejący z kierunku północnego lub północno-wschodniego w nocy, najsilniejszy przed wschodem słońca, już stawał się słabszy. W świetle brzasku z porannej mgły wyłonił się drewniany kadłub ponad 30 metrowego żaglowca z przygotowanymi i wycelowanymi wszystkimi 16 armatami. Załoga przy żaglach i armatach czekała no to, co ma się wydarzyć. Powaga i surowość na twarzy trzydziestoletniego kapitana dodawała mu lat i splendoru. Jego ubiór to wrażenie potęgował. Uwagę zwracał skórzany pas ubrany na ciemne, ozdobione złotym haftem spodnie, z których zwisały taśmy w kolorach czerwonym, niebieskim i zielonym. Za pasem wetknięta broń. Długa koszula, również zakończona frędzlami, a na niej pięknie zdobiona złotymi i czerwonymi haftami kamizelka. Jedwabna chustka wokół bioder, poniżej pasa, oraz czerwona czapka na głowie dopełniała majestatyczny wygląd kapitana. Wypatrywał tureckich piratów, którzy do wczorajszej nocy ścigali jego okręt. Nagle przed nimi mgła roztopiła się całkowicie odsłaniając wystającą z wody skałę.
- Ster na prawo! – komenda padła jednak zbyt późno. Łódź ze zgrzytem uderzyła w skałę. Na statku zapanował chaos. Marynarze biegali po nabierającym wody okręcie. Nawet ostre i zdecydowane komendy kapitana nie mogły już zmienić losu wyprawy…
W 1571 wyspa Vis została splądrowana przez Turków, pokonanych tego samego roku w bitwie pod Lepanto. Z 1579 pochodzą pierwsze rejestry dotyczące właścicieli statków rybackich na Visie, dokonujących połowów w rejonie Palagružy. Kiedy w roku 1409 za sumę 100 000 dukatów Wenecja ponownie odzyskała Dalmację (w tym Vis) odnotowano pierwsze rejestry dotyczące właścicieli statków rybackich na Visie, dokonujących połowów w rejonie Palagružy. W roku 1593 liczba właścicieli statków na wyspie wzrosła trzykrotnie, a zapiski z roku 1597 mówią również o pierwszych szkutnikach na wyspie. Ten rozwój trwał do 1792 i z tego to okresu historia WENECKIEGO OKRĘTU.
Odprawa
- Witam Was na kolejnym miejscu nurkowym. Tym razem GALEA. Pozostałości żaglowca o konstrukcji drewnianej. Historia tego wraku jest mało znana. Prawdopodobnie był to drewniany okręt wojenny zatopiony podczas morskiej potyczki lub załamania pogody przy płd. ścianie wysepki Greben. Nie ma już samego żaglowca, ani majestatycznej figury usytuowanej na dziobie - galionu. Zapewne przez lata ucztowały na nich świdraki okrętowce. Podczas tego nurkowania nie da się jednak przegapić rozrzuconych armat - jednostajnym głosem bez cienia emocji, wynikającym z doświadczenia czy może pewności siebie przewodnik przekazuje informacje o miejscu nurkowym.
Zwyczajowy podział na grupy i pary i po chwili jesteśmy w wodzie. Szczątki wraka, widoczne już z głębokości 35 m, leżą na piaszczystym dnie, na 52-54 metrach. Podczas nurkowania obserwujemy fragmenty statku w postaci stępki, dobrze zachowanych 16 armat z brązu i żelaza oraz trzech wielkich kotwic. Żaglowiec miał około 34m długości i 5 metrów szerokości. Dodatkową atrakcja są Skorpena pospolita (Scorpaena scrofa, chorw. Škarpina), Żabnice (Lophius piscatorius), Wargacz tęczowy (Coris julis), które tu właśnie znalazły sobie miejsce na dom.

B17

Było
Lot nad oceanem strasznie się przeciągał. Cóż, służba wojenna jest ciężka i niewdzięczna. Często startowało się z jednego lotniska i po dostarczeniu samolotu do punktu przeznaczenia, dostawało się rozkaz kierujący na kolejne - mogące znajdować się na drugim końcu teatru wojennego. Latano bez względu na warunki atmosferyczne, które nad morzem potrafiły się błyskawicznie zmieniać. Załoga zapoznawała się powoli, to ich pierwszy lot zupełnie nowym samolotem. Lot jeszcze nie bojowy, ale już niedługo i taki nastąpi. Ich nowy samolot wyprodukowany przez połączone siły dwóch firm tworzących BVD (Boeing-Vega-Douglas) jeszcze pachniał fabryczną nowością. Zajmując swoje miejsce w przedniej części kadłuba bombardier kolejny raz przegląda instrukcję wyrzutnika bomb. To urządzenie zwane „wyrzutnikiem bomb Swiateckiego” (inżynier Władysław Swiątecki) przystosował modyfikując go do bombardowań powierzchniowych z dużej wysokości inny polski wynalazca - Jerzy Rudlicki. Baza Amendola w południowych Włoszech. To z tego lotniska od 1 listopada 1943 roku Amerykanie, po przerzuceniu do Włoch 15. Armii Powietrznej wyposażonej w B-17, rozpoczęli naloty na obiekty w południowej Francji, północnych Włoszech, południowych Niemczech, Austrii i na Bałkanach. 3 listopada 1944 r. nowiuteńki, błyszczący, pachnący farbą bombowiec B-17G o numerze seryjnym 44-6630 ląduje na tym włoskim lotnisku. Samolot był tak nowy, że oprócz amerykańskich znaków narodowych brak było innych zwyczajowych czy nawet regulaminowych oznaczeń. Udając się na kwatery prawy strzelec pokładowy M.C.Sieling słyszy jeszcze komendę dowódcy porucznika Irvinga G. Emersona:
- Jutro celem wypróbowania nowego samolotu mamy półtoragodzinny lot ćwiczebny w pobliżu lotniska. Zbiórka o 8.45.
- Yes, sir – pada odpowiedz jednak z zauważalną nutą zawodu. Załoga liczyła na dzień wolny.
Następnego dnia Sieling podczas zapoznawania się z listą zadań zauważył, że załoga została wyznaczona do lotu bojowego już w dniu 6 listopada 1944 r. Zadaniem, które czekało na załogę było zbombardowanie zakładów wojskowych pod Wiedniem.
Był piękny, słoneczny dzień. Coś koło południa, pilotowany pewną ręką dowódcy porucznika Emersona samolot wystartował i po chwilowym przechyle w kierunku północnym wyrównał lot. Silniki swą równą charakterystyczną pracę przekazywały lekkim drżeniem na cały kadłub maszyny. Zaczął się pierwszy lot bojowy. Nawigator donośnym głosem przekazał informację od dowództwa:
- Po starcie dołączyć do formacji na drugiej pozycji za dowódcą.
Pierwsze godziny lotu przebiegają spokojnie. Nagle, będąc już blisko celu otrzymujemy wiadomość, że Wiedeń przykryty jest chmurami. Zawracamy do celu zapasowego - Mariboru. W związku z zbliżaniem się do nowego celu naszego ataku pada komenda od pilota skierowana do bombardiera. I dodatkowo do wszystkich:
-Uwaga Panowie! Proszę pilnie wypatrywać niemieckich myśliwców - właśnie osłona myśliwska zaczęła się wycofywać.
W momencie, kiedy bombardier wykonywał rozkaz wyrzucenia bomb, wybuchający tuż pod nami pocisk przeciwlotniczy uszkodził hydrauliczny system otwierania klap i uwalniania bomb. Wkrótce dostali znowu. Tym razem wybuchy pod silnikiem numer trzy spowodowały jego pożar. Pilot wyłączył silnik i próbował zmienić ustawienie łopat. Ściana ognia artylerii przeciwlotniczej wkrótce otoczyła cała grupę atakującą. Przez radio padła decyzja o wycofaniu w obawie przed rozbiciem.
Lewe podwozie samodzielnie wysunęło się z komory znajdującej się w osłonie silnika. Lot w kierunku Szwajcarii z powodu szybkiej utraty wysokości i niemożności przelotu nad Alpami stawał się nierealny.
- Halo, halo, tu 44-6630. Mamy poważną awarię proszę o zgodę na przelot i lądowanie na lotnisku zapasowym – prośba dotyczyła zgody na lądowanie na "tajnym" lądowisku na wyspie Vis w pobliżu wybrzeża Jugosławii.
- Uwaga załoga! Pozbywamy się wszystkiego z pokładu samolotu, co nie jest niezbędne. Wyrzucamy wszystko, co się da. Zostaje tylko radiostacja i my. Musimy maksymalnie zmniejszyć wagę – polecenia dowódcy były jednoznaczne.
W pewnym momencie załoga obserwuje na niebie, lecący od strony zachodniej samolot ciągnący za sobą długą smugę dymu. Przeleciał obok i pomknął w dal. Już nad wyspą Vis podczas podchodzenie do lądowania słychać wyraźny głos mechanika:
- Silnik numer cztery zatrzymał się z braku paliwa.
Nagle nad lotniskiem pojawia się czerwona flara nakazująca zatoczenie kręgu. Prawdopodobnie z powodu lądowania poprzednika. Pilot ostro podniósł samolot odchodząc na drugi krąg. Wykonując lewy łuk nad Adriatykiem ostatni silnik odmówił posłuszeństwa także z powodu braku paliwa. Dowódca podejmuje desperacka próbę lądowania na wodzie. Później strzelec pokładowy M. C. Sieling opowie:
-Kiedy wpatrywałem się w wodę szybko przesuwającą się pod nami, moja uprząż spadochronowa zaczepiła się o wystające druty i zostałem uwięziony przy łożach bombowych. Nacisnąłem przycisk zwalniający zapadkę, wyskoczyłem z uprzęży i kiedy otworzyłem drzwi do przedziału radiowego uderzyliśmy w ścianę wody. Rzuciło mną do przodu i uderzyłem w przeciwległą ścianę.
Po około 10 minutach utrzymywania się na powierzchni samolot powoli, dziobem w dół, zanurzył się w morzu i zatonął. Cała załoga zdążyła się ewakuować.
Obecnie
Spokojne morze Adriatyku z łagodnym i przyjemnym wiatrem północno-zachodnim charakterystycznym dla lata - mistralem stwarza idealne warunki do nurkowań na wraku amerykańskiego ciężkiego bombowca. Donośny głos naszego Przewodnika próbuje zdominować jednostajny szum pracującego silnika naszej łodzi.
Odprawa
- Koledzy! Witam na kolejnym miejscu nurkowym. Dziś mamy przyjemność zanurkować na jednym z kultowych wraków Adriatyku. Przed nami - a raczej pod nami na głębokości około70 m - ciężki samolot bombowy Boeing B-17 Flying Fortress. To dolnopłat z usterzeniem klasycznym, konstrukcją metalową, podwoziem jednogoleniowym, chowanym w locie – tu wypuszczonym. Napędzany czterema silnikami gwiazdowymi, 9-cylindrowmi o mocy 1200 KM każdy. Śmigła trójłopatowe metalowe, przestawialne. KRAJ POCHODZENIA: Stany Zjednoczone, 340 Eskadra Bombowa, 97 Grupa Bombowa. WYMIARY: Długość = 22.677 m, rozpiętość skrzydeł = 31.633 m. Produkowany przez 10 lat. Wyprodukowano prawie 13 000 tych bombowców. B-17 zrzuciły w czasie II Wojny Światowej więcej bomb niż jakikolwiek inny amerykański samolot na świecie.
Wrak leży na dnie w pozycji „startowej” W przedniej części kadłuba stanowisko bombardiera, nawigatora i strzelca pokładowego, za nim kabina pilotów, w środkowej części komora bombowa i stanowisko radiooperatora. W osobnych stanowiskach kolejni strzelcy pokładowi. Głębokość maksymalna 72m osiągalna poniżej pionowego statecznika w tylnej części wraka.
- Zejście klasyczne przy linie referencyjnej, sugerowane wyjście po dnie w kierunku pobliskiej ściany i tamże przy ścianie planowana jest dekompresja.
- Przypominam o zaindeksowaniu w waszych kompasach kierunku na ścianę.
Zanurzając się wzdłuż liny opustowej, na głębokości 40 m dostrzegamy pojawiającą się stopniowo sylwetkę ogromnego samolotu, stojącego w ciszy i spokoju, gotowego do lotu - jakby za chwilę miał się wznieść w powietrze. Wrak spoczywa na jasnym piaszczystym dnie. Opadamy na skrzydło i płyniemy wzdłuż kadłuba w kierunku ogona. To kolos z czterema silnikami i potężnymi śmigłami. Widzimy działka karabinów maszynowych, a kompletna, lekko tylko pognieciona kabina pozostawia niezapomniane wrażenia. Zaglądamy do wnętrza samolotu przez otwarty na lewym boku luk, dalej przepływając pod skrzydłem opływamy kabinę. Planowany na 18 minut czas denny dobiegł końca. Zgodnie z planem jedna grupa wraca, wynurzając się przy linie, my z Piotrem i Krisem płyniemy jeszcze do oddalonej o około 60-70 m ściany i tam zaczynamy wynurzenie z przerwami na głębokie przystanki dekompresyjne (deep stopy), planowane przystanki dekompresyjne i zmiany gazów.
Wrak samolotu, którego rozpiętość skrzydeł wynosi 32 metry, leży na dnie zatoki Rukavac, niedaleko od południowego wybrzeża Visu i jest praktycznie nietknięty. Pozycja wiecznego spoczynku bombowca B-17 należy do najpiękniejszych miejsc nurkowych całego Morza Adriatyckiego.

Teti

Było
Rok 1930 to jeszcze jedna katastrofa. O małą wysepkę Mali Barjak niedaleko Komižy rozbił się włoski transportowiec Teti. Cała załoga została na szczęście uratowana, a to dzięki szybkiej i znakomitej akcji, której przewodził kapitan portu, a którą przeprowadzili rybacy z Komižy. TETI - był parostatkiem transportowym wyprodukowanym w 1883 roku w stoczni Hoboken w USA. Należał do sześciu właścicieli, a ostatnim była firma S.I.N.T.A. z Rawenny. Parowiec zatonął w wyniku wpłynięcia na skały centralnie dziobem na wspomnianą malutką wysepkę Barjak z zachodniej części Zatoki Komiža. Nikt z załogi w wyniku tej kolizji nie zginął. Po wypadku wrak stał na skałach przez długi czas aż zimowe sztormy zepchnęły go na dno. Kolizja ta nastąpiła 23 maja 1930 roku, prawdopodobnie z powodu błędu w nawigacji.
Obecnie
Wypływamy z uroczej, klimatycznej miejscowości Komiža, przed nami widoczna przez dziób łodzi wyspa Biševo. Mijając cypel Visu skręcamy na północ w kanał Biševski. Widząc latarnie morską na wysepce Barjak, zapinamy zamki naszych skafandrów. Za około 10 minut mamy wejść do wody.
Odprawa
- Dziś nurkowanie na jednym ‘przyjemniejszych’ wraków. Zapraszam na nurkowanie przy wraku parowca Teti, wymiary: D=72m, S=8m, głębokość: 10-34m. Wrak Tetiego jest dostępny nawet dla początkujących nurków, gdyż znajduje się na głębokości od 10 do 34 metrów - rzekł cicho przewodnik.
skakujemy do wody, Prąd znosi nas w kierunku Zatoki Komiža. Mocniejsza praca płetw, płyniemy blisko dna gdzie prąd jest mniejszy, dopływamy do wraku. Jego długość całkowita to 65 metrów. Dziób to dziś pozostałości wielkiego złomowiska. Dość dobrze zachowana cześć rufowa znajduje się na głębokości od 20 do 34m, im głębiej tym ciekawiej. Wielki kocioł góruje nad całym wrakiem i wspaniale ułatwia orientację podczas nurkowania. Płyniemy dalej w kierunku rufy, na głębokości 34m jesteśmy przy dobrze zachowanym kompletnym kole sterowym. Wracając wpływamy do ładowni, która wypełniona jest transportowaną kostką granitową, by następnie w drodze powrotnej spotykać żyjące tam ogromne kongery, dla których wrak stał się domem a niektórzy, niezbyt rozsądni, karmiący je nurkowie oczekiwanymi gośćmi. Mimo, że jest to bardzo łatwe miejsce nurkowe, nurkowanie przy nim pozostawia niezapomniane wrażenia. Miejsce idealne dla powtórzenia ćwiczeń, sprawdzenia sprzętu i konfiguracji przed głębszymi nurkowaniami. Tyle ile jest ciekawych miejsc do nurkowania, tyle jest i rozwiązań problemów planowania i konfiguracji sprzętu. Technika zaprzęgnięta do zabezpieczenia naszego życia pod wodą zmienia się z dnia na dzień. Wykorzystujemy w pełni możliwości jakie daje nam to miejsce. Teti oczaruje każdego wielbiciela podwodnych przygód bardzo dobrze zachowaną rufą i kołem sterowym, bogactwem ryb i kolorów.

FORTUNAL

Było
Rok 1990 wczesny wieczór, lekko wzbudzone morze w swym spokojnym, jednostajnym, monotonnym falowaniu kołysało drewnianą łodzią rybacka Fortunal. Płynęli wzdłuż stromych niewiele oddalonych ścian niedaleko zatoki Oključna. Zaspany sternik odpalając papierosa próbował odgonić od siebie prześladująca go chęć spania. Oczy jednak przymykały się na coraz dłuższe chwile. Jednostajnie szumiący na wantach wiatr pogłębiał atmosferę senności. Jedna z tych chwil przeszła w fazę snu. Szarpnięcie, trzask łamanych i giętych elementów wyposażenia łodzi do tego przesuwające się z hałasem, skrzynie i luźne elementy wyposażenia gwałtownie obudziły sternika. Nie był w stanie już jednak nic zrobić. Wskutek zaśnięcia swego sternika łódź uderzyła w strome skały i szybko zatonęła. Niefortunny Fortunal osiadł na piaszczystym dnie na głębokości 40-50 metrów.
Odprawa
-Leżący u podstawy pionowej ściany na piaszczystym dnie wrak, jest w bardzo dobrym stanie. Wrak leży na około 50 metrach głębokości, ale przy dobrej przejrzystości wody można go całego obejrzeć z półki skalnej znajdującej się na 30 metrach głębokości. Nazwa: Fortunal, typ: kuter, wymiary: D=25m, S=5m, głębokość: 40-55m, Przyczyna zatonięcia: błąd w nawigacji.
Zanurzenie przy stromo opadającej ścianie. I po chwili na tle białego piaszczystego dnia wylania się charakterystyczna sylwetka kutra stojącego na stępce z lekkim pochyleniem w kierunku lewej burty. Wokół wraka leży sporo lin i innego oprzyrządowania rybackiego - można zwiedzić nadbudówkę i oglądnąć stalową, trapezową konstrukcję do wyciągania sieci. Podziwiamy go też płynąc poniżej półki skalnej i wystającego poza nią dziobu. Głębokość 60m. Na koniec nurkowania, spełniając wymogi dekompresyjne płyniemy wzdłuż pięknej, bogatej w życie podwodne ściany, tak, aby zakończyć nurkowanie w zatoczce, a przed nią, spenetrować znajdującą się na głębokości ok. 5m czterdziesto metrową jaskinię.

VASSILIOS

Było
Wydarzyło się to w 1939 roku. Ogromny grecki parostatek SS Vassilios w drodze z Swansea do Wenecji przepływał kanałem Biševskim. Telegraf maszyny napędzającej ustawiony na „Cała Naprzód”. Od dziobu po stronie prawej burty w oddali widać było światła w domostwach na wyspie Biszewo. Na mostku pierwszy oficer oglądał przez lornetkę, pojawiając się od strony lewej bury zabudowania miejscowości Komiža.
- Panie oficerze - ciszę na mostku przerwał sternik. Obaj skierowali wzrok na przylądek Stupišće, który był ewidentnie na kursie kolizyjnym.
- 12 stopni na ster burtę – padła komenda. Jednak próba wykonania polecenia okazała się niemożliwa. Nastąpiła awaria steru. Kolejne gorączkowe i energiczne poczynania nie odniosły skutku.
- Maszyna STOP - Przylądek zbliżał się nieubłaganie!
- Cała wstecz – Jednak maszynownia nie była w stanie w takim tempie zrealizować przekazywanych przez telegraf poleceń. Po chwili statek z dużą prędkością uderzył w brzeg.
Odprawa
- Głębiny wokół wyspy Vis znane są przede wszystkim ze swoich wraków. Świadczą o burzliwej przeszłości oraz o tym, że Vis był pod względem strategicznym niezmiernie ważny w okresach wojen. W czasach pokoju był zaś ważnym punktem etapowym dla statków handlowych a nawet ważnym obszarem handlowym. Bardzo często najnowsza moda docierała tutaj znacznie wcześniej niż do innych obszarów Europy.
- Nurkowania w tym miejscu to bardzo często nurkowania dekompresyjne w miejscu z falowaniem i prądami wzdłuż Kanału Biševskiego. Uwzględnijcie te elementy w realizacji planu. Przed nami wrak Vassilios. Zatonął z powodu awarii, ale jest też wersja, że został zatopiony przez armatora, aby uniknąć przejęcia statku przez armię niemiecką. Ubezpieczenie jednak wypłacono i pobrano.
- Wrak najszybciej odnajdziemy, jeśli zaczniemy nurkowanie od latarni Stupišće w kierunku przylądka Barjaci. Statek leży na lewym boku z dziobem na dwudziestym, rufą na pięćdziesiątym metrze głębokości. Wrak jest bardzo dobrze zachowany, niemal nienaruszony, dopiero pokaźne pęknięcie w dnie kadłuba wskazuje na miejsce zderzenia z rafą. Nie można jednak wpływać do wraka. W górnej części każdej z pustych ładowni znajdują się duże ilości mazutu, gęstego i lepkiego paliwa. Wędrujący ku powierzchni, wydychany przez nas gaz, spowoduje wypłynięcie mazutu na powierzchnię i utworzy duże i tłuste plamy.

Mimo lekkiego falowania morza cała grupa szybko znalazła się w wodzie i po charakterystycznym znaku, jak u cesarzy rzymskich podczas igrzysk, opadamy. Wrak spoczywa na lewej burcie, która w najpłytszym miejscu, na 25 metrach głębokości dotyka dna. Zaczynamy od kotwicy. 20 metrów głębokości, łańcuch kotwiczny prowadzi nas na sam dziób wraka. Płyniemy wzdłuż stępki przy ‘ścianie’ z metalu. Patrząc w kierunku rufy widzimy ogrom tego statku. Śruba znajduje się na głębokości około 45 metrów, a prawa burta w części rufowej jest na około 55 metrach głębokości. Długość 104 metry. Prawdziwy kolos dostarcza nam niesamowitych wrażeń podwodnych. Dopływamy do śruby. Nasz plan nurkowy zakłada opłynięcie całego Vasilliosa. Wrak jest mocno porośnięty. Elementy Vassiliosa ozdobione są kolorowymi gąbkami, a w samym wraku mają swoje siedliska olbrzymie kongery i skorpeny. Woda o przejrzystości dochodzącej do 30m, niebo bezchmurne nad Adriatykiem, pełne słońca, którego światło dochodzi nawet tutaj ukazuje Vassiliosa w pełnej krasie. Niezapomniany widok poległego kolosa. 25 minut czasu dennego skutkuje ponad 40 minutową dekompresją, w dużej części odbywaną podczas płynięcia wzdłuż wraku na coraz mniejszej głębokości oraz przy charakterystycznej ścianie wzdłuż kończącego się cypla Zatoki Komiža. Przy dłuższej dekompresji można by dotrzeć do znajdującej się kilkaset metrów od Vassiliosa przepięknej ścianki (Seka) dostępnej nawet dla początkujących nurków.

BRIONI

Było
Po komendzie - Pół naprzód - za rufą pojawił się słaby, ledwo odcinający się od wzburzonej burzą wody kilwater. Po przepłynięciu mili padła komenda - Cała naprzód. Rozpoczął się kolejny rejs. Wiejący północny wiatr nie dawał jednak nadziei na spokój i relaks. Pogoda pogarszała się z minuty na minutę. Mijając wyspę Vis kapitan postanowił "schować„ się przed szarpiącymi statkiem falami płynąc bliżej brzegu. Gwałtowne opady deszczu co chwila ograniczały widoczność. Niespodziewanie gwałtowność fal jakby zmalała. I wtedy właśnie nagle dziób statku spotkał się z skałą najbardziej wysuniętego na wschód cypla wysepki Ravnik. Ostry zgrzyt rozrywanego metalu. Rozległy się krzyki strachu, posypały szpetne przekleństwa, zapanował chaos, który nie był już do opanowania. Ten, przewożący ładunek, którego główną część stanowiły wino i tytoń, włoski pasażersko-transportowy statek parowy Brioni zatonął przy wysepce Ravnik (wschodnia strona Visu) w lutym 1930 roku.
Obecnie
Po około godzinie płynięcia dotarliśmy do wysepki Ravnik. Rzucona kotwica, wyłączone silniki naszej łodzi. Nasz przewodnik może spokojnym głosem prowadzić odprawę.
Odprawa
- Panie i Panowie! Za chwilę rozpoczniemy nurkowanie na wraku statku o nazwie Brioni. Popatrzcie na skały, które do dziś noszą bliznę po uderzeniu statku. Wrak statku spoczywa na łagodnym, piaszczystym zboczu na głębokości od 40 do 60 metrów.
- Rok zatonięcia – lata 30 ubiegłego wieku. Typ: parowiec, wymiary: D=68m, S=9,5m, powód zatonięcia: błąd w nawigacji.

Zanurzamy się przy wolno opadającej ścianie i płyniemy na głębokości 25 m nawigując w toni na azymut. Umiejętność nawigacji jest niezwykle ważnym elementem wyszkolenia. Dobra orientacja pomaga zaoszczędzić czas i powietrze. Wszystko możemy zaplanować i obliczyć zamiast zgadywać. Po trzech minutach opadając na 45m docieramy do leżącego na lewej burcie wraku. Płyniemy wzdłuż prawej burty w kierunku dziobu zanurzając się do głębokości 64m. Oglądamy bulaje i żurawiki łodzi ratunkowych. Wracamy nad pokładem leżącym prostopadle do ściany wyspy. Pięknie zachowane windy dziobowe i maszty porośnięte są koloniami żółtych gąbek. Poprzez pozostałości poszycia zobaczyć można kajuty i maszynownie. Całość jest w dobrej kondycji. Przyświecając sobie latarkami zaglądamy do ładowni. Dobre oświetlenie redukuje stres, daje poczucie pewności w danym otoczeniu ukazuje jego szczegóły i czyni nurkowanie bardziej przyjemnym. W ciemnym środowisku światło może być podstawowym narzędziem komunikacji. Staranna praca pletw, by nie podnieść zawiesiny, zwracanie uwagi na miejsce uderzeń wydychanych bąbli, zaufanie do partnera i sprzętu daje tę pewność, która pozwala spokojnie delektować się zaspokajaniem: ciekawości, potrzeby wrażeń i poczucia obcowania z wielką tajemnicą tego wraka. Przygotowane do poręczowania kołowrotki tym razem nie muszą być użyte. Zaplanowana głębokość penetracji oraz charakterystyczne, wpadające przez bulaje i inne ubytki w kadłubie światło, wyznaczają nam kierunek powrotny. Wszyscy wiemy, że nurkowanie na wrakach w szczególności nurkowanie typu TECH wiąże się z pewnym ryzykiem i wieloma niebezpieczeństwami. By im zapobiec nurek powinien dokładnie wiedzieć jak ma się zachować, a podczas treningu opanować umiejętności tak, by potrafił je wykonać z zamkniętymi oczyma podobnie jak przy braku widoczności. Czas pobytu na wraku to 20 minut, a łącznie z czasem dopłynięcia daje 25 minutę opuszczenia wraku i sumaryczną dekompresję ponad 45 minut. Z tego 25 na 6m oddychając EAN 75. Po 20 minutach oddychania gazem o wysokiej frakcji tlenu robimy przerwę powietrzną i dekompresja wydłuża się o kolejne 5 minut.

LOVAC

Było
Istnieje klasa zjawisk meteorologicznych, które są gwałtowne, nieoczekiwane i trudne do przewidzenia, nawet przy użyciu instrumentów pomiarowych. Kuter rybacki LOVAC wypłynął z portu późnym popołudniem. Zatoka Komiža mimo nie najlepszej pogody była spokojna i jedynie zawieszone w powietrzu krople wody i załamujące się fale widoczne jako biaława zawiesina mogły dla doświadczonego sternika być ostrzeżeniem. Po minięciu cypla nagły i porywisty wiatr - biały szkwał rozpętał na i wokół kutra piekło. Na pokładzie rozległy się przeraźliwe, przeszywające całe ciało dzwonki alarmowe. Rywalizowały z gwiżdżącym po wszystkich elementach lodzi wietrze. Łodzią kołysało i obracało. Reakcje sternika wyprzedzała nieujarzmiona natura. Nie mógł opanować łodzi. Uderzenie w skały przyszło tak samo nagle jak szkwał. Kuter zatonął w wyniku błędu nawigacyjnego, przy silnym wietrze na zachód od miejscowości Komiža.
Odprawa
- Na podsumowanie cyklu nurkowań głębokich, zapraszam na nurkowanie przy kolejnym z "kultowych" głębokich wraków na Visie. Wrak kutra rybackiego LOVAC o długości 25m i szerokości 6m. Spoczywa on na głębokości 78-82m. Widoczność: przeważnie dobra, często mogą wystąpić silne prądy. Powód zatonięcia: silny wiatr.
Przewodnik właśnie przystanął na skraju łodzi. Obie dłonie zacisnął na swoim zestawie butlowym opartym na ławkę. Kamienny wyraz jego twarzy nie zdradzał uczuć ani myśli. Miał na sobie opięty suchy skafander z zapiętym już zamkiem umieszczonym na plecach. Ruchem dłoni otarł twarz i obciągając wzdłuż bioder skafander, który i tak się z niego zsuwał, stanął twarzą w naszą stronę. Z lekkim uśmiechem podziękował za wysłuchanie krótkiego omówienia i zarządził gotowość do nurkowania.
Tych parę słów brzmiało nie najgorzej. Ale doświadczenie nakazywało być ostrożnym. Już po paru minutach wskakujemy do wody. Opadamy po cienkiej, przed chwilą wrzuconej ‘poręczówce’ z pewna obawą, czy na pewno trafimy na wrak? Zwykle w tym miejscu jest dość silny prąd wodny. Jesteśmy na dnie…….Wokół tylko piasek, ……ale jest….. ciemna sylwetka wraka na granicy widoczności. Płyniemy, przenosząc jednoczenie trzykilogramowego „prosiaka” naszej opustówki na wrak. Mocno zniszczony kadłub z wywróconym masztem (jeszcze dwa lata temu stał) wydaje się być zaprzeczeniem tego nieprzebranego bogactwa ryb zamieszkujących ten wrak, mieniących się w świetle naszych latarek feerią barw. Widzimy sąsiednią ścianę cypla wyspy, ale po wymianie znaków postanawiamy jednak wynurzyć się, tak jak wcześniej ustaliliśmy z załogą łodzi, przy naszej nieomal symbolicznej linie. Można rzec tradycyjnie w kanale Biševskim przystanki dekompresyjne wykonuje się w prądzie. By sobie nie przeszkadzać testujemy liny prądowe (life line). Nurkowanie o czasie 60minut, zastosowaliśmy trzy gazy dekompresyjne.

URSUS

Było
30 stycznia 1941 roku z włoskiego wtedy Zadaru wypłynął holownik Ursus. Przewoził uzbrojenie i holował uzbrojony ponton - (Regio Pontone Armato) GM239, a celem rejsu było dotarcie do portów w Albani. 30 metrowej długości i o szerokości 9,5m ponton wojenny uzbrojony był w dwa działka 149-mm i jedno 76-mm, dwa 20-mm oraz dwa karabiny maszynowe 8 mm. Załoga liczyła 49 osób. Gdy okręt mijał północno-wschodnie wybrzeże wyspy Vis, w odległości 1-2 mili od Ursusa pojawiła się brytyjska łódź podwodna - stawiacz min Rorqual. Natychmiast zaczęła oddawać w stronę Ursusa strzały z działa 102 mm. Ostrzelała holownik oraz jego maszynownię. Rozwinęły się wysokie płomienie ognia, które zajęły ładunek statku, w skład którego wchodziła amunicja broń i granaty. Te ostatnie wybuchając uszkodziły okręt. Załogę Ursusa uratował holowany ponton, który przyjął rannych na pokład. W międzyczasie jego załoga otworzyła ogień do łodzi podwodnej, która po krótkim czasie zniknęła, a ponton wraz z rozbitkami dopłynął do Hvaru. Około 400 metrów w kierunku południowo-wschodnim od latarni Stončica, na głębokości od 45 do 60 metrów leży wrak włoskiego holownika Ursus, który w roku 1941 został zatopiony przez brytyjską łódź podwodną.
Odprawa
- Nazwa wraku: Ursus, TYP: Holownik, PRZYNALEŻNOŚĆ: Włochy, ROK WYBUDOWANIA: 1918, DATA ZATONIĘCIA: 13.01.1941, PRZYCZYNA: Zatopiony przez brytyjską łódź podwodną. WYMIARY: Długość: 35m, szerokość: 5m. GŁĘBOKOŚĆ: 45-63 m.
Opadanie przy linie opustowej zawsze wymaga kontroli głębokości, by dobra praktyka nurkowa, mówiąca o podobnych prędkościach zanurzania jak i wynurzania była zawsze realizowana. Słoneczny dzień, spokojne morze, duża przejrzystość wody potęgują uczucie nieważkości i zawieszenia w toni. Pod nami już od 40 metra pojawia się najpierw zarys, później cały wrak. Po nurkowaniach na poprzednich, dużych wrakach ten patrząc z góry wydaje się być małym. Ważenie mija przy burcie. Boki okrętu pokryte są czerwonymi gorgoniami, a z pod kadłuba spogląda na nas dość pokaźny konger.

Błękitna Grota

Było
W okresie jury i kredy erozja dominujących na wyspie wapieni i dolomitów wykształciła wiele pięknych jaskiń i interesujących jam skalnych. Po południowej stronie Visu, przy wysepkach Greben, Budikovac i Ravnik znaleźć można strome ścianki i groty. Ravnik to głownie Zielona Grota, do której światło słoneczne dociera przez pęknięcie w stropie jaskini, oświetlając jej zielonkawe dno. Najbardziej natomiast znane jaskinie na lądzie to Titova Grota (podczas II wojny światowej była ona schronieniem Josipa Broz Tito), jaskinia Krajlična, także jaskinia Plava, czy nadmorska w połowie zanurzona w lazurowej wodzie Adriatyku Błękitna Grota.
Obecnie
Na nurkowanie w słynnej Błękitnej Grocie wybraliśmy najlepszy do tego typu ekspedycji słoneczny dzień, około południa, kiedy słońce jest najwyżej.
Odprawa
- Dzisiejsze nurkowanie to niewielka grota o 18 metrach długości i 12 metrach wysokości, z czego 6 metrów zanurzone jest w wodzie. Zwiedzenie jej z małych łódek, wpływających przez wydrążony tunel, a tym bardziej nurkowanie w niej daje niesamowite przeżycia. Grota połączona jest pod wodą ogromnym oknem skalnym z otaczającym morzem. Zobaczycie sami!
Zanurzamy się na zewnątrz przy półce skalnej i wpływamy pod wodą do groty. Promienie słoneczne wpadają do jaskini przez okno, które znajduje się pod poziomem morza. Dopiero po odbiciu się promieni od kamienistego dna oświetlają jaskinię. Wrażenie jest niesamowite! Po chwili jednak musimy zaostrzyć czujność, bo pojawiły się wpływające do jaskini małe łodzie z turystami. Dopływają oni większymi jednostkami z Komižy oddalonej o zaledwie trzy mile morskie. Nie tylko my zapragnęliśmy zobaczyć ten fenomen przyrody. Jednak tylko my mogliśmy go zobaczyć z perspektywy niedostępnej dla zwykłych turystów. Wypływamy z groty i płynąc jeszcze przy ścianie powoli kończymy nurkowanie.

Ściany

Było
Vis, jako wyspa na Adriatyku powstał całkiem niedawno bo około 30 tys. lat temu. Skały, z których jest zbudowany, pochodzą głównie z ery mezozoicznej oraz paleogenu. Dominują wapienie i dolomity z okresu jury i kredy, dzięki czemu jest tutaj wiele jaskiń, charakterystycznych dla tego typu skał. Przeważa krawędziowa rzeźba terenu, w centralnej części wyspy są niewielkie obszary równinne. Tam gdzie brzegi były niskie i płytkie woda głęboko wdzierała się w ląd, tworząc niezliczone zalewy, kanały i zatoki. Część zachodnia wyspy jest znacznie wyższa: trzy szczyty przekraczają 500 m n.p.m. Dominuje wybrzeże klifowe, ale jest tutaj też kilkanaście plaż i dwie duże zatoki: sv. Juraja na północnym i Komiža na zachodnim wybrzeżu. Na wyspie jest niewiele źródeł wody pitnej i znajdują się one głównie w okolicach miasta Komiža (źródła Kamenica, Pizdica i inne). Pozycje nurkowe Krava (wschód) i Volići (północ) zasługują na uwagę ze względu na ogromne podwodne ściany. W wielu miejscach znajdziemy bogactwo przepięknych czerwonych gorgonii.
Obecnie
Vis, ze względu na bogactwo kryjące się w jego akwenie, jest niewątpliwie chorwackim numerem jeden nurkowania turystycznego i technicznego. Viskie zatoki są w przeważającej części strome, a głębokość przy samych zatokach wynosi zazwyczaj pięćdziesiąt i więcej metrów. Cała północna część Visu obfituje w pozycje nurkowe, na których warto zanurkować.
Odprawa
- Lubiących podwodne kaniony i groty zapraszamy na miejsce nurkowe Pošta, obfitujące we wszystkie atrakcje związane z nurkowaniem przy ścianach. Naszym nurkowaniem dokonaliśmy odkrycia. Ta ściana, która była celem naszej wyprawy okazała się być równie, jeśli nie bardziej atrakcyjna od będących na dnie wytworów ludzkiej cywilizacji. O ile wraki, pełne metalowych konstrukcji, roją się od życia, tak ściana, która przechodzi w głębinę imponuje i przeraża swoim majestatem. Skały, wąwozy, pieczary oświetlone tylko błyskami naturalnego światła, a w tle, pozostające w cieniu tajemnicze wytwory skalne dają rewelacyjne wrażenia i odczucia estetyczne. Pod koniec nurkowania trafiliśmy na powoli i dostojnie płynącego Wargacza tęczowego (Coris julis, chorw. Knez), który pośród labiryntów, dziur i korytarzy znalazł miejsce dla swej kolorowej, czerwonopomarańczowo ubarwionej, z trzema ciemnymi plamami na grzbiecie postaci. Wypłycając się powoli, trafiamy na stado zielono zabarwionych, o ciele znacznie wydłużonym ryb. To Belony (Belone belone). Ten drapieżnik o długich szczękach z licznymi, drobnymi, ostrymi zębami, małymi cykloidalnymi łuskami i płetwami przesuniętymi w stronę ogona potrafi w razie ucieczki wyskakiwać ponad wodę. Belony żywią się małymi rybami i skorupiakami. Na koniec na piaszczystym wniesieniu pokrytym odłamkami amfor, muszlami i gąbkami oraz ciągnącymi się ogrodami liliowców zaczaiła się, w oczekiwaniu na zdobycz ośmiornica (Octopus vulgaris, chorw. Hobotnica).

Koniec

Oprócz wymienionych znanych i cenionych miejsc nurkowych jest wiele równie ciekawych aczkolwiek rzadziej odwiedzanych. Należy do nich między innymi wysepka Host. Niedaleko tej wysepki w II w. p.n.e. zatonęły dwie łodzie. Natomiast po północno-zachodniej stronie na 12 do 25 metrach spotykamy bardzo liczne amfory.

Wiele wraków w akwenie viskim nie zostało jeszcze odnalezionych. Wiadomo na przykład, że oprócz wspomnianego bombowca B-17, ponad dwadzieścia samolotów w czasie II wojny światowej nie doleciało na viskie lotnisko i spadło do morza. Nieznane jest także miejsce wiecznego spoczynku włoskiej łodzi podwodnej Ballilla, która została zatopiona w czasie I wojny światowej (lipiec, 1916 roku).

Najbardziej znanym i cenionym winem z tej wyspy, jakie można skosztować praktycznie w każdej restauracji na Visie jest białe wino o nazwie “Vugava”

Wiec kosztujemy je na przemian z wspomnieniami, anegdotami, historyjkami … .…… jedna z historyjek…..

W słabo oświetlonym nocnymi lampkami pokoju miarowo szumiał wentylator. Błyski dalekich świateł filowały (drgały) w krzyżujących się prądach powietrza.

Na stole pojawiło się białe wino o nazwie “Vugava”. Tembr głosu Piotra przyjął charakterystyczną niską barwę jakby to, co mówi było wielką tajemnicą. I on tu teraz zdradza tę wiedzę tylko nam. Zostaniemy wtajemniczeni. Ten sposób mowy nie tylko podoba się kobietom, ale także pomaga im zapamiętywać przedstawiane informacje.

- Unieśmy kieliszek na wysokość naszych oczu i przypatrzmy się jego zawartości.

- Następnie postawmy kieliszek na białym tle i zaglądnijmy do niego od góry.

Przechylił kieliszek, tak, aby wino prawie dotykało jego krawędzi. Zakręcił lekko kieliszkiem i obserwował spływające po ściankach wino. Obserwował czy tworzy ono wolno spływające „łzy” układające się niekiedy w ładnie wyglądającą „koronę”.

- Klarowność wina jest oznaką jego zdrowia- w końcu przyłożył kieliszek do ust.

A ona słuchała, spoglądając odrobinę drwiąco i z pod przymrużonych powiek pozwalając na dalsze jego popisy.

- Ciemno złoty kolor, aromaty miodowe i kwiatowe, delikatne o nutach przejrzałych lekko zdeptanych jabłek na języku także nuty miodowe. W ustach harmonijne z łagodną końcówką - w tym zdaniu zawarł sens degustacji, która ma za zadanie rozłożyć wino na czynniki pierwsze.

-Trafnie określił to znany malarz Salvador Dali:, „Kto potrafi smakować, nie pije wina, lecz kosztuje jego tajemnice” – jej głos zawibrował w uszach. To nagłe podsumowanie skończyło już popisy enologiczne. Spokojne rzeczowe zdanie zaskoczyło. Jednak ten głos był takim uzupełnieniem wyglądu, który w każdym celu był przemyślany i perfekcyjny

Dla blondynek posiadających zielone oczy najlepszą opcją pięknie wyglądającą to włosy przypominające kolorem dojrzałe kłosy zboża. Do tego uzupełnienie ubioru w kolory takie, jak kość słoniowa, czerwień, złote brązy i jasne odcienie zieleni oraz odpowiednio dobrany makijaż oczu z czarnym tuszem do rzęs dodający spojrzeniu dramatyzmu, tajemniczości. Tu jakże, w jak pięknym kompletnym zestawie!

-A wiec, bonne chance – na koniec rzuciła od niechcenia.

On, mimo, że nie udało mu się uzyskać numeru telefonu, ani zaprosić na kolację, spędził jednak miłe chwile.

Comments on Było, nie minęło…

Bądź pierwszym komentującym
Proszę się zalogować przed dodaniem komentarza

Romek M. Hłobaż

Romek Hłobaż
- nurek zawodowy i techniczny, NAUI CD, instruktor nurkowania i trener wielu federacji, wydał ponad 1600 certyfikatów, wyszkolił ponad 70 instruktorów, oraz wielu znanych polskich nurków technicznych. Wyróżniony za osiągnięcia dydaktyczno/wychowawcze państwowym odznaczeniem - Medal Komisji Edukacji Narodowej. Odbył w swojej karierze ponad 6000 nurkowań na akwenach całego świata, uczestniczył, jako konsultant i nurek zabezpieczający w rekordzie głębokości Polski i innych ciekawych projektach nurkowych. Mając świadomość ryzyka i respekt niezałuszony rutyną, głębokość 100 m przekraczał kilkadziesiąt razy a jego wiedza, spokój i opanowanie, wielu pozwoliła na bezpieczny powrót z tej głębokości. Autor filmowych zdjęć specjalnych - www.filmpolski.pll i książki „Dotknąć Głębi” www.dotknacglebi.pl

Logowanie

Zarejestruj się
Zapamiętaj mnie
Nie pamiętam loginu  Nie pamiętam hasła Nowy link aktywacyjny
Ta strona używa plików cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Jeżeli nie wyłączyłeś COOKIES w Swojej przeglądarce, nasza strona będzie używała ich zgodnie z ogólnie przyjętymi standardami sieciowymi. Ich celem jest identyfikacja komputera użytkownika w celu szybszego dostępu do niezbędnych zasobów oraz w celu gromadzenia danych statystycznych.